PodcastsHealth & WellnessZwierciadło Podcasty

Zwierciadło Podcasty

Zwierciadło
Zwierciadło Podcasty
Latest episode

341 episodes

  • Zwierciadło Podcasty

    „Niektórzy ludzie kłócą się tylko po to, żeby coś poczuć”. Co naprawdę konflikty mówią o parze? | „Porozmawiajmy o miłości z Pawłem Droździakiem”, odc. 3

    20/03/2026 | 1h 6 mins.
    - Jak para kłóci się o naczynia, to wcale nie kłóci się o naczynia - mówi psycholog, Paweł Droździak. Sprzeczki w związku to tylko wierzchołek góry lodowej – pod spodem pulsują lęki, potrzeby i historie, które często zaczęły się na długo przed poznaniem partnera. W trzecim odcinku podcastu „Porozmawiajmy o miłości z Pawłem Droździakiem” Agnieszki Radomskiej rozmawiamy tym, dlaczego się kłócimy, czy istnieje „dobra kłótnia” i co tak naprawdę chcemy sobie powiedzieć, gdy podnosimy głos.
    Nie kłócimy się o naczynia. Ani o wiadomości bez odpowiedzi. Ani o to, kto wyniesie śmieci. Konflikty, które wydają się błahe, są tylko pretekstem. Prawdziwe napięcie dotyczy czegoś znacznie głębszego: poczucia bycia nieważnym, opuszczonym, niedocenionym.
    W relacjach romantycznych uruchamiają się nasze najwcześniejsze doświadczenia – często nieuświadomione. Dlatego nawet najbardziej „racjonalna” rozmowa może nagle zamienić się w emocjonalną burzę. Bo nie chodzi o to, co się wydarzyło. Chodzi o to, co to wydarzenie w nas uruchomiło.
    Kłótnia jako dowód, że się żyje
    „Niektórzy ludzie kłócą się tylko po to, żeby coś poczuć. Czy jeśli nie czuję nic intensywnego, to czy ja w ogóle coś czuję. Czasem to przykrywa niepokój: czy ja w ogóle żyję, czy jestem ważny” – zauważa Droździak.
    W świecie, w którym często funkcjonujemy na autopilocie, konflikt bywa jedynym momentem intensywnego kontaktu – ze sobą i z drugą osobą. Kłótnia staje się wtedy paradoksalnym dowodem na to, że relacja jeszcze żyje. Nawet jeśli jest bolesna, daje poczucie bycia zauważonym. Bycia w relacji.
    Dlaczego rozsądek przegrywa
    W teorii wiemy, jak się komunikować. Znamy zasady, czytaliśmy poradniki, słuchaliśmy podcastów. A jednak w praktyce często „odpala się” coś zupełnie innego. „Nasza część refleksyjna w mózgu działa wolniej niż instynktowa” – tłumaczy ekspert. „Nasze odruchy uruchamiają się w milisekundach i chodzi o to, żeby dowiedzieć się, co je wyzwala”.
    To dlatego możemy – jak mówi Droździak – „kogoś absolutnie rozjechać, mówiąc jak książka”. Używać poprawnych komunikatów, a jednocześnie ranić. Bo za słowami stoi napięcie, które nie zostało nazwane.
    Kłótnie w erze social mediów
    Nowym polem konfliktu stają się dziś media społecznościowe. „Bardzo często osoby, które dogadują się na żywo, kłócą się ze sobą w mediach społecznościowych” – zauważa Droździak. Dlaczego? Bo ekran daje pozorne poczucie kontroli i dystansu. Łatwiej napisać coś ostrego, trudniej zobaczyć reakcję drugiej osoby. A jednocześnie publiczność – nawet jeśli wyobrażona – podbija emocje, których wielu potrzebuje. Kłótnia przestaje być intymna. Staje się performansem.
    Lęk, który rządzi relacją
    „Jeśli mam głęboką obawę, że wszystkie moje relacje są niestabilne i się kończą, to nieistotne, jakich słów użyjemy. Ważne jest to, co jest głębiej w nas” - mówi ekspert podając klucz do zrozumienia wielu związkowych napięć. Bo jeśli w tle działa lęk przed porzuceniem, każda sytuacja może zostać zinterpretowana jako zagrożenie – nawet neutralna.
    Wtedy partner nie jest już partnerem. Staje się kimś, kto ma nas „uratować” – albo potwierdzić najgorsze obawy.
    „Chcę odszkodowania za dzieciństwo”
    Często w relacjach oczekujemy, że partner wypełni braki, których doświadczyliśmy kiedyś. Że naprawi to, co było trudne, bolesne, niesprawiedliwe. Problem w tym, że żadna relacja tego nie udźwignie. „Ja chcę kogoś, kto wypłaci mi odszkodowanie za moje dzieciństwo” - mówi psycholog i podaje od razu skutek takiego podejścia.
    Czy istnieje dobra kłótnia?
    Dobra kłótnia to nie taka, w której nie ma emocji. To taka, w której emocje prowadzą do zrozumienia, a nie do zniszczenia. W której zamiast „wygranej” pojawia się ciekawość: co się właśnie wydarzyło między nami? To kłótnia, po której wiemy o sobie więcej. Bo miłość to nie tylko bliskość. To także napięcie. I to, co z nim zrobimy, decyduje o tym, czy relacja przetrwa. Kłótnie nie są więc błędem systemu, tylko jego częścią. Pytanie nie brzmi: jak ich uniknąć, tylko zrozumieć.
  • Zwierciadło Podcasty

    „Kobiety przechodzą na zbyt restrykcyjne diety”. Sylwia Leszczyńska o menu, które zatrzymuje czas i procesy zapalne | „Ukryte piękno”, odc. 19

    17/03/2026 | 51 mins.
    - Wystarczy nie słodzić i już unikniemy przytycia kilograma rocznie - mówi dietetyczka kliniczna, Sylwia Leszczyńska w rozmowie z Magdaleną Kuszewską w podcaście „Ukryte piękno”. To nie jest kolejna „dieta cud”. To konkretne liczby, badania i proste zmiany, które – jak pokazuje praktyka – potrafią odwrócić najbardziej uciążliwe objawy menopauzy. Bo kiedy „12 tygodni stosowania diety roślinnej sprawia, że u 60% kobiet uderzenia gorąca ustępują”, trudno mówić o przypadku. W rozmowie z Sylwią Leszczyńską okazuje się, że menopauza zaczyna się… na talerzu.
    Uderzenia gorąca, nagły przyrost masy ciała, spadek energii – menopauza potrafi zaskoczyć nawet najbardziej świadome kobiety. Ale to nie jest moment bezradności. To moment decyzji. Bo odpowiednio dobrana dieta może realnie zmniejszyć objawy i przywrócić poczucie kontroli nad własnym ciałem.
    Kiedy metabolizm przyspiesza… w złą stronę
    Największy mit? Że przybieranie na wadze to kwestia braku dyscypliny. Tymczasem – jak podkreśla Sylwia Leszczyńska – „menopauza to wydarzenie metaboliczne”. I to takie, które zmienia zasady gry.
    Organizm zaczyna funkcjonować inaczej: „w okresie perimenopauzy zaczynamy przybierać kilogram, dwa kilogramy rocznie”, a jednocześnie „rośnie dwu-, trzykrotnie ryzyko zespołu metabolicznego”. Do tego dochodzi spadek masy kostnej – nawet „o 2–3% rocznie”.
    To moment, w którym przypadkowe jedzenie przestaje działać. A zaczyna mieć znaczenie każdy wybór.
    Kolorowy talerz zamiast restrykcji
    Zamiast eliminacji i zakazów pojawia się prostsza zasada: różnorodność. „Im więcej kolorów, tym lepiej zabezpieczamy się przed niedoborami pokarmowymi” – tłumaczy Leszczyńska.
    To nie tylko estetyka. „Pokolorowanie talerza działa jak efekt przeciwzapalny”, co bezpośrednio przekłada się na funkcjonowanie organizmu.
    Ten sposób myślenia zmienia wszystko: zamiast odejmować – zaczynamy dodawać.
    Dieta, która realnie zmniejsza objawy menopauzy
    Najbardziej spektakularne są jednak efekty, które widać w badaniach. „12 tygodni stosowania diety roślinnej spowodowało, że u 60% kobiet uderzenia gorąca ustąpiły” – podkreśla ekspertka.
    To pokazuje, że dieta nie jest dodatkiem do leczenia. Może być jego fundamentem.
    Równie ważne jest wsparcie dla kości. „Łyżka maku dostarcza tyle wapnia, co szklanka jogurtu” – to przykład, jak nieoczywiste produkty mogą realnie wpływać na zdrowie.
    Zbyt restrykcyjne diety
    Paradoksalnie to nie brak kontroli, ale jej nadmiar bywa problemem. „Kobiety przechodzą na zbyt restrykcyjne diety” – zauważa Leszczyńska.
    Efekt? Spowolniony metabolizm, utrata masy mięśniowej i jeszcze większe trudności z utrzymaniem wagi.
    Dlatego zamiast zaczynać od ograniczeń, lepiej – jak radzi ekspertka – „zacząć od tego, gdzie jestem teraz”. Sprawdzić skład ciała, zrozumieć potrzeby organizmu i dopiero na tej podstawie wprowadzać zmiany.
    Bo celem nie jest tylko mniej kilogramów. Celem jest „zachowanie jak największej masy mięśniowej”, która decyduje o tempie metabolizmu i ogólnej sprawności.
    Dieta nordycka: lepsza niż trendy
    Nie trzeba sięgać po egzotyczne produkty, by jeść zdrowo. Jak podkreśla Leszczyńska, „dieta nordycka jest odpowiednikiem diety śródziemnomorskiej” – ale lepiej dopasowanym do naszego klimatu i dostępności produktów.
    Ryby, kasze, warzywa korzeniowe, jagody – to nie trend, tylko powrót do podstaw, które organizm dobrze zna.
    Przewodnik, który porządkuje chaos
    „Dieta w menopauzie. Przewodnik dla każdej kobiety” to książka, która odpowiada na najważniejsze pytania pojawiające się w czasie zmian hormonalnych. Sylwia Leszczyńska, bazując na badaniach i praktyce klinicznej, pokazuje, jak dieta wpływa na objawy menopauzy i jak ją dopasować do indywidualnych potrzeb.
    Znajdziemy tu nie tylko wyjaśnienie mechanizmów metabolicznych, ale też konkretne wskazówki, jak komponować posiłki i budować nawyki, które wspierają zdrowie. To uporządkowana wiedza w czasie, który dla wielu kobiet bywa pełen sprzecznych informacji.
  • Zwierciadło Podcasty

    „Dziewczynce nie wypada? Mnie to obeszło bokiem”. Jak Karolina Kuklińska-Kosowicz zbudowała markę i własny styl przywództwa? | „Kobiety rządzą”, odc. 3

    10/03/2026 | 55 mins.
    Nie chciała być „grzeczną dziewczynką”. Nie chciała być niewidzialna. Nie chciała też udawać, że lider musi być chłodny i zdystansowany. W podcaście „Kobiety rządzą” Joanna Olekszyk rozmawia z Karoliną Kuklińską-Kosowicz, prezeską firmy kosmetycznej YOPE, o drodze do przywództwa, które nie polega na dominacji, lecz na uważności, sile relacji i odwadze zmieniania zdania. To rozmowa o siostrzeństwie, o byciu „w środku” i o współczesnej czarownicy, która wie, że rządzenie to nie pozycja — to energia. Sponsorem odcinka podcastu jest producent kosmetyków naturalnych YOPE.
    Ta niewidzialna ze środka
    „Byłam pośrodku w rodzeństwie, tą niewidzialną” — mówi Karoliną Kuklińską-Kosowicz. Środkowe dziecko. Ani pierwsze, ani najmłodsze. Bez przywileju pioniera i bez czułej taryfy ulgowej. To doświadczenie, jak przyznaje, nauczyło ją jednej rzeczy: żeby być słyszaną, trzeba nauczyć się mówić wyraźnie.
    Paradoksalnie jednak to właśnie relacje z rodzeństwem stały się jej największym kapitałem. „Z nikim nie jestem tak w stanie porozmawiać, jak z moim bratem czy siostrą. Z nimi mogę zadzwonić w każdej chwili. Na każdym etapie próbujemy się złapać — to jest bezcenne i czyste”.
    W świecie biznesu, gdzie relacje często mają termin ważności, ta bezwarunkowość jest dla niej fundamentem. Liderka, która wie, że może się oprzeć na najbliższych, rządzi inaczej. Bez lęku, bez pozorów, bez udawania.

    „Dziewczynce nie wypada”?
    „Dziewczynce nie wypada — mnie to obeszło bokiem” — mówi z uśmiechem. To zdanie brzmi jak manifest. Nie było w niej zgody na ciasne ramy. Na to, że ma być cicho, grzecznie i nie wychylać się za bardzo.
    Ten bunt nie był jednak krzykiem. Był konsekwencją. Karolina opowiada, że pracowała od rana do wieczora. „Brałam z pracy stylistki garściami”. Chłonęła świat estetyki, wrażliwości, detalu. Uczyła się, że marka to nie tylko produkt — to historia, emocja, rytm.
    To doświadczenie kreatywne stało się później jednym z filarów budowania YOPE. Bo w tej firmie design i zapach nie są dodatkiem. Są językiem.
    Kuklińska-Kosowicz nie ucieka od mocy. Jednocześnie nie widzi sprzeczności między siłą a czułością. „Potrafię zmieniać zdanie i nie mam z tym problemu” — dodaje. W świecie, który przez lata uczył liderów, że nie wolno się cofać, to deklaracja odwagi.
    Zmiana zdania nie jest słabością. Jest dowodem, że się słucha, analizuje, dojrzewa.

    Totalnie współczesna czarownica
    „Jestem totalnie współczesną czarownicą” — mówi bez ironii. I nie chodzi o kostium ani o modny feminizm z Instagrama. Chodzi o intuicję, sprawczość, o umiejętność łączenia tego, co racjonalne, z tym, co przeczute.
    W biznesie kosmetycznym — który z jednej strony jest twardym rynkiem, a z drugiej operuje na emocjach i zmysłach — taka podwójna wrażliwość staje się przewagą. Czarownica nie tylko zarządza. Ona czyta energię zespołu, reaguje na zmiany, wyczuwa moment.

    Siła kobiet
    „Kocham pracować z kobietami. Dają mi siłę. Są pracowite, lojalne, można na nie liczyć. W YOPE to chyba 80 proc. pracowników”.
    To zdanie nie brzmi jak slogan employer brandingowy. To raczej opis środowiska, które buduje. W firmie, gdzie większość zespołu stanowią kobiety, przywództwo przestaje być grą o dominację. Staje się siecią zależności, wzajemnego wsparcia, wspólnej ambicji.
    Kuklińska-Kosowicz nie romantyzuje kobiecej pracy. Mówi o konkretach: odpowiedzialności, konsekwencji, lojalności. W świecie, który wciąż mierzy sukces skalą wzrostu i wykresów, ona mówi też o energii, zaufaniu i sile wspólnoty.

    Rządzić po swojemu
    Odcinek „Kobiet rządzą” z Karoliną Kuklińską-Kosowicz nie jest historią o szybkim sukcesie ani o spektakularnym przełomie. To opowieść o drodze — od niewidzialnej dziewczynki do lidera, który nie boi się mówić wprost o swojej sile.
  • Zwierciadło Podcasty

    „Amanda prawie się udusiła, ale zatańczyła do końca”. Małgorzata Karpiuk o kostiumach do filmu „Testament Ann Lee” | „Rzecz gustu”, odc. 8

    09/03/2026 | 23 mins.
    Kostium w kinie bywa tłem. Ładnym, efektownym, czasem nawet spektakularnym — ale jednak tłem. W „Testamencie Ann Lee” kostium staje się drugim ciałem bohaterki: oddycha z nią, ogranicza ją, prowadzi, a czasem niemal ją dusi. Dosłownie. O pracy nad jednym z najbardziej wyczekiwanych filmów roku — reżyserowanym przez Monę Fastvold i nagrodzonym owacjami na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji — Karolina Liczbińska rozmawia z kostiumografką Małgorzatą Karpiuk. To rozmowa o materii, która ma wagę emocji. O sukniach cięższych niż decyzje życiowe i o tym, że dobrze skrojony kostium potrafi opowiedzieć historię równie mocno jak kamera.
    Jak ubrać kobietę, która ma być jednocześnie mistyczką, liderką i matką – w XVIII wieku, w filmie będącym zarazem dramatem historycznym i musicalem? To jedno z pytań, przed którymi stanęła Małgorzata Karpiuk, kostiumografka „Testamentu Ann Lee".
    Mistyczka, liderka, matka
    Ann Lee nie jest postacią, którą można „ubrać historycznie” i uznać sprawę za zamkniętą. To bohaterka z pogranicza porządków: religijna wizjonerka, charyzmatyczna liderka wspólnoty shakerów, kobieta funkcjonująca w świecie twardych patriarchalnych zasad, a zarazem postać o niemal ascetycznej duchowości. Największym wyzwaniem było to, że jej kostium nie mógł być tylko epokowy. Musiał, jak mówi Karpiuk, opowiadać jej wewnętrzną drogę.
    Karpiuk wraz z zespołem zanurzyła się w ikonografii XVIII wieku: rycinach, malarstwie religijnym, portretach kobiet, zapisach codzienności wspólnot protestanckich. Ale historyczna prawda była tylko punktem wyjścia. Bo jak zdradza: film nie jest rekonstrukcją muzealną. To opowieść emocjonalna.
    Barokowe światło, surowa forma
    Inspiracje płynęły ze świata malarstwa barokowego: ciężkie tkaniny, przygaszone barwy, światło wydobywające fakturę materiału. Kostiumy miały wyglądać tak, jakby wyszły z obrazów Caravaggia - pełne cienia, głębi i dramatyzmu.
    Ale jednocześnie estetyka shakerów narzucała prostotę i funkcjonalność. To wspólnota odrzucająca przepych. Minimalizm formy zderzył się więc z malarską zmysłowością światła i faktury.
    Efekt? Ubrania, które są skromne w kroju, lecz intensywne w wyrazie. Materiały o surowej strukturze. Len, wełna, grube bawełny. Tkaniny, które pracują w ruchu i łapią światło jak powierzchnia starego płótna. Bo ciężar kostiumu to ciężar decyzji, wiary i wspólnoty.
    Kolor jako droga duchowa
    Kostium w „Testamencie Ann Lee” opowiada historię przemiany duchowej poprzez kolor. Paleta barw nie jest przypadkowa — prowadzi widza przez emocjonalną mapę bohaterki. Początek to mrok: przygaszone brązy, szarości, ziemiste czernie. Kolory ciężkie jak noc bez snu. Jak ciało zmęczone walką z własnymi demonami. Z czasem w kostiumach pojawia się więcej światła. Sprane błękity. Złamane biele. Delikatne, rozproszone odcienie przypominające poranne mgły. Kolor nie symbolizuje tu świętości, lecz przemianę wewnętrzną. Bohaterka nie staje się „jaśniejsza” moralnie. Staje się bardziej świadoma. Bardziej obecna.
    Scena na statku: piękno kontra oddech
    Najbardziej wymagającym momentem produkcji okazała się scena tańca na statku. Wiatr, wilgoć, zimno i ciężkie, wielowarstwowe kostiumy stworzyły mieszankę ekstremalną. Suknia Ann Lee była skonstruowana z kilku warstw grubych materiałów. Gorset mocno opinający klatkę piersiową, ciężka spódnica nasiąkająca wilgocią i sztywne elementy konstrukcyjne miały nadać sylwetce historyczną wiarygodność. Problem w tym, że ciało aktorki nie jest eksponatem muzealnym. - Amanda prawie się udusiła. Dosłownie. Gorset był tak ciasny, a scena tak intensywna fizycznie, że w pewnym momencie brakowało jej powietrza — wspomina Karpiuk.
    A jednak dokończyła scenę. Amanda Seyfried tańczyła do końca ujęcia, mimo wyczerpania i fizycznego dyskomfortu. Gdy kamera przestała kręcić, trzeba było ją szybko rozsznurować. Kostium ma służyć aktorowi, ale czasem aktor musi zmierzyć się z jego ograniczeniami. Najważniejsze, by wiedzieć, gdzie jest granica.
  • Zwierciadło Podcasty

    „Jeśli wychodzisz z kina myśląc tylko o zdjęciach, film nie zadziałał”. Will Rexer o operatorskiej pracy przy „Testamencie Ann Lee” | „Rzecz gustu”, odc. 7

    09/03/2026 | 15 mins.
    Są filmy, które się ogląda. I są takie, które się przeżywa – niemal fizycznie, jak sen, z którego trudno się obudzić. „Testament Ann Lee” w reżyserii Mony Fastvold należy do tej drugiej kategorii. Nominowany do Złotego Lwa na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji, już okrzyknięty jednym z najważniejszych filmów roku, wchodzi do polskich kin 13 marca. Zanim jednak zobaczymy na ekranie hipnotyzującą historię religijnej wizjonerki, liderki ruchu shakerów, warto zajrzeć za kulisy. O tym, jak buduje się filmowe obrazy balansujące między mistyką, cielesnością i malarską doskonałością, z Karoliną Liczbińską rozmawia operator filmu – Will Rexer. Spotkanie odbyło się podczas 33. edycji Camerimage. I była to rozmowa nie tylko o kinie, ale o snach, wierze i odpowiedzialności obrazu.
    Jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów tego roku trafia do polskich kin 13 marca. „Testament Ann Lee" Mony Fastvold – nominowany do Złotego Lwa w Wenecji, obsypany entuzjastycznymi recenzjami – opowiada historię Ann Lee, założycielki XVIII-wiecznego ruchu religijnego shakerów, w którą wciela się Amanda Seyfried w roli powszechnie uznawanej za szczytowe osiągnięcie jej kariery. Zanim film pojawi się na ekranach, zapraszamy za kulisy jego powstawania. Na 33. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Camerimage operator Will Rexer zdradza Karolinie Liczbińskiej, jak powstawał wyjątkowy wizualny język produkcji. Opowiada m.in. o tym, że o przyjęciu scenariusza decydują dla niego sny – i że po pierwszej lekturze „Ann Lee" śnił intensywnie o porodach i religijnej ikonografii. Zdradza też, jak głęboko twórcy zanurzyli się w malarstwie barokowym i dlaczego film – choć pełen scen tanecznych – to jego zdaniem coś zupełnie innego niż musical.
    Obrazy pulsujące napięciem
    Historia Ann Lee — duchowej przywódczyni religijnej wspólnoty shakerów — od początku domagała się języka wizualnego, który nie będzie tylko ilustracją epoki. Wiil Rexer wiedział, że to musi być obraz, który oddycha duchowością, ale nie wpada w estetyczną pocztówkę. Kamera miała być blisko skóry, potu i drżenia mięśni, a jednocześnie unosić się nad bohaterami jak spojrzenie kogoś, kto patrzy z innego wymiaru. - Niemal każda klatka w tym filmie oparta jest na obrazie - przyznaje operator.
    Nie chodzi jednak o proste cytaty z historii sztuki. To raczej wizualne „przefiltrowanie” emocji przez estetykę dawnych mistrzów.
    Twórcy „Testamentu Ann Lee” zanurzyli się w malarstwie barokowym tak głęboko, jakby przygotowywali wystawę w galerii sztuki, a nie filmowy plan. Inspiracje? Caravaggio i jego dramatyczne kontrasty światła i cienia. Georges de La Tour i intymność świecowego półmroku. Ciała wyłaniające się z mroku jak z innego świata. Światło nie jako technika, lecz jako metafizyka.
    Dlatego w filmie nie ma „ładnych” zdjęć. Są obrazy pulsujące napięciem. Twarze mokre od łez i potu. Skóra o fakturze płótna malarskiego. Naturalne światło wpadające przez okna jak znak z innego porządku. Operator unika jednak estetyzacji cierpienia. Nie interesuje go piękno samo w sobie. Interesuje go prawda emocji.
    - Jeśli widz wychodzi z kina i mówi: „Ale piękne zdjęcia”, to znaczy, że coś poszło nie tak. Obraz nie może być ozdobą. Ma działać podskórnie - mówi.
    Taniec jako doświadczenie graniczne
    W filmie pojawia się wiele scen tanecznych - intensywnych, zbiorowych, opartych na ruchu wspólnoty. Łatwo byłoby więc przykleić do filmu etykietę musicalu. Rexer stanowczo się temu sprzeciwia. Ruch shakerów był formą modlitwy. Ciało stawało się narzędziem duchowego uniesienia. Twórcy filmu pokazują taniec jako doświadczenie graniczne — bardziej przypominające rytuał niż choreografię sceniczną.
    Bo „Testament Ann Lee” nie jest filmem religijnym w tradycyjnym sensie. To opowieść o charyzmie, wspólnocie i niebezpiecznej sile idei. O tym, jak duchowość potrafi wyzwalać i zniewalać jednocześnie.

More Health & Wellness podcasts

About Zwierciadło Podcasty

„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu. Naszymi gośćmi są znani eksperci, badacze oraz ludzie zaangażowani w promocję aktualnej i sprawdzonej wiedzy ze wszystkich tych dziedzin.
Podcast website

Listen to Zwierciadło Podcasty, Ready To Be Real by Síle Seoige and many other podcasts from around the world with the radio.net app

Get the free radio.net app

  • Stations and podcasts to bookmark
  • Stream via Wi-Fi or Bluetooth
  • Supports Carplay & Android Auto
  • Many other app features