PodcastsHealth & WellnessZwierciadło Podcasty

Zwierciadło Podcasty

Zwierciadło
Zwierciadło Podcasty
Latest episode

339 episodes

  • Zwierciadło Podcasty

    „Dziewczynce nie wypada? Mnie to obeszło bokiem”. Jak Karolina Kuklińska-Kosowicz zbudowała markę i własny styl przywództwa? | „Kobiety rządzą”, odc. 3

    10/03/2026 | 55 mins.
    Nie chciała być „grzeczną dziewczynką”. Nie chciała być niewidzialna. Nie chciała też udawać, że lider musi być chłodny i zdystansowany. W podcaście „Kobiety rządzą” Joanna Olekszyk rozmawia z Karoliną Kuklińską-Kosowicz, prezeską firmy kosmetycznej YOPE, o drodze do przywództwa, które nie polega na dominacji, lecz na uważności, sile relacji i odwadze zmieniania zdania. To rozmowa o siostrzeństwie, o byciu „w środku” i o współczesnej czarownicy, która wie, że rządzenie to nie pozycja — to energia. Sponsorem odcinka podcastu jest producent kosmetyków naturalnych YOPE.
    Ta niewidzialna ze środka
    „Byłam pośrodku w rodzeństwie, tą niewidzialną” — mówi Karoliną Kuklińską-Kosowicz. Środkowe dziecko. Ani pierwsze, ani najmłodsze. Bez przywileju pioniera i bez czułej taryfy ulgowej. To doświadczenie, jak przyznaje, nauczyło ją jednej rzeczy: żeby być słyszaną, trzeba nauczyć się mówić wyraźnie.
    Paradoksalnie jednak to właśnie relacje z rodzeństwem stały się jej największym kapitałem. „Z nikim nie jestem tak w stanie porozmawiać, jak z moim bratem czy siostrą. Z nimi mogę zadzwonić w każdej chwili. Na każdym etapie próbujemy się złapać — to jest bezcenne i czyste”.
    W świecie biznesu, gdzie relacje często mają termin ważności, ta bezwarunkowość jest dla niej fundamentem. Liderka, która wie, że może się oprzeć na najbliższych, rządzi inaczej. Bez lęku, bez pozorów, bez udawania.

    „Dziewczynce nie wypada”?
    „Dziewczynce nie wypada — mnie to obeszło bokiem” — mówi z uśmiechem. To zdanie brzmi jak manifest. Nie było w niej zgody na ciasne ramy. Na to, że ma być cicho, grzecznie i nie wychylać się za bardzo.
    Ten bunt nie był jednak krzykiem. Był konsekwencją. Karolina opowiada, że pracowała od rana do wieczora. „Brałam z pracy stylistki garściami”. Chłonęła świat estetyki, wrażliwości, detalu. Uczyła się, że marka to nie tylko produkt — to historia, emocja, rytm.
    To doświadczenie kreatywne stało się później jednym z filarów budowania YOPE. Bo w tej firmie design i zapach nie są dodatkiem. Są językiem.
    Kuklińska-Kosowicz nie ucieka od mocy. Jednocześnie nie widzi sprzeczności między siłą a czułością. „Potrafię zmieniać zdanie i nie mam z tym problemu” — dodaje. W świecie, który przez lata uczył liderów, że nie wolno się cofać, to deklaracja odwagi.
    Zmiana zdania nie jest słabością. Jest dowodem, że się słucha, analizuje, dojrzewa.

    Totalnie współczesna czarownica
    „Jestem totalnie współczesną czarownicą” — mówi bez ironii. I nie chodzi o kostium ani o modny feminizm z Instagrama. Chodzi o intuicję, sprawczość, o umiejętność łączenia tego, co racjonalne, z tym, co przeczute.
    W biznesie kosmetycznym — który z jednej strony jest twardym rynkiem, a z drugiej operuje na emocjach i zmysłach — taka podwójna wrażliwość staje się przewagą. Czarownica nie tylko zarządza. Ona czyta energię zespołu, reaguje na zmiany, wyczuwa moment.

    Siła kobiet
    „Kocham pracować z kobietami. Dają mi siłę. Są pracowite, lojalne, można na nie liczyć. W YOPE to chyba 80 proc. pracowników”.
    To zdanie nie brzmi jak slogan employer brandingowy. To raczej opis środowiska, które buduje. W firmie, gdzie większość zespołu stanowią kobiety, przywództwo przestaje być grą o dominację. Staje się siecią zależności, wzajemnego wsparcia, wspólnej ambicji.
    Kuklińska-Kosowicz nie romantyzuje kobiecej pracy. Mówi o konkretach: odpowiedzialności, konsekwencji, lojalności. W świecie, który wciąż mierzy sukces skalą wzrostu i wykresów, ona mówi też o energii, zaufaniu i sile wspólnoty.

    Rządzić po swojemu
    Odcinek „Kobiet rządzą” z Karoliną Kuklińską-Kosowicz nie jest historią o szybkim sukcesie ani o spektakularnym przełomie. To opowieść o drodze — od niewidzialnej dziewczynki do lidera, który nie boi się mówić wprost o swojej sile.
  • Zwierciadło Podcasty

    „Amanda prawie się udusiła, ale zatańczyła do końca”. Małgorzata Karpiuk o kostiumach do filmu „Testament Ann Lee” | „Rzecz gustu”, odc. 8

    09/03/2026 | 23 mins.
    Kostium w kinie bywa tłem. Ładnym, efektownym, czasem nawet spektakularnym — ale jednak tłem. W „Testamencie Ann Lee” kostium staje się drugim ciałem bohaterki: oddycha z nią, ogranicza ją, prowadzi, a czasem niemal ją dusi. Dosłownie. O pracy nad jednym z najbardziej wyczekiwanych filmów roku — reżyserowanym przez Monę Fastvold i nagrodzonym owacjami na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji — Karolina Liczbińska rozmawia z kostiumografką Małgorzatą Karpiuk. To rozmowa o materii, która ma wagę emocji. O sukniach cięższych niż decyzje życiowe i o tym, że dobrze skrojony kostium potrafi opowiedzieć historię równie mocno jak kamera.
    Jak ubrać kobietę, która ma być jednocześnie mistyczką, liderką i matką – w XVIII wieku, w filmie będącym zarazem dramatem historycznym i musicalem? To jedno z pytań, przed którymi stanęła Małgorzata Karpiuk, kostiumografka „Testamentu Ann Lee".
    Mistyczka, liderka, matka
    Ann Lee nie jest postacią, którą można „ubrać historycznie” i uznać sprawę za zamkniętą. To bohaterka z pogranicza porządków: religijna wizjonerka, charyzmatyczna liderka wspólnoty shakerów, kobieta funkcjonująca w świecie twardych patriarchalnych zasad, a zarazem postać o niemal ascetycznej duchowości. Największym wyzwaniem było to, że jej kostium nie mógł być tylko epokowy. Musiał, jak mówi Karpiuk, opowiadać jej wewnętrzną drogę.
    Karpiuk wraz z zespołem zanurzyła się w ikonografii XVIII wieku: rycinach, malarstwie religijnym, portretach kobiet, zapisach codzienności wspólnot protestanckich. Ale historyczna prawda była tylko punktem wyjścia. Bo jak zdradza: film nie jest rekonstrukcją muzealną. To opowieść emocjonalna.
    Barokowe światło, surowa forma
    Inspiracje płynęły ze świata malarstwa barokowego: ciężkie tkaniny, przygaszone barwy, światło wydobywające fakturę materiału. Kostiumy miały wyglądać tak, jakby wyszły z obrazów Caravaggia - pełne cienia, głębi i dramatyzmu.
    Ale jednocześnie estetyka shakerów narzucała prostotę i funkcjonalność. To wspólnota odrzucająca przepych. Minimalizm formy zderzył się więc z malarską zmysłowością światła i faktury.
    Efekt? Ubrania, które są skromne w kroju, lecz intensywne w wyrazie. Materiały o surowej strukturze. Len, wełna, grube bawełny. Tkaniny, które pracują w ruchu i łapią światło jak powierzchnia starego płótna. Bo ciężar kostiumu to ciężar decyzji, wiary i wspólnoty.
    Kolor jako droga duchowa
    Kostium w „Testamencie Ann Lee” opowiada historię przemiany duchowej poprzez kolor. Paleta barw nie jest przypadkowa — prowadzi widza przez emocjonalną mapę bohaterki. Początek to mrok: przygaszone brązy, szarości, ziemiste czernie. Kolory ciężkie jak noc bez snu. Jak ciało zmęczone walką z własnymi demonami. Z czasem w kostiumach pojawia się więcej światła. Sprane błękity. Złamane biele. Delikatne, rozproszone odcienie przypominające poranne mgły. Kolor nie symbolizuje tu świętości, lecz przemianę wewnętrzną. Bohaterka nie staje się „jaśniejsza” moralnie. Staje się bardziej świadoma. Bardziej obecna.
    Scena na statku: piękno kontra oddech
    Najbardziej wymagającym momentem produkcji okazała się scena tańca na statku. Wiatr, wilgoć, zimno i ciężkie, wielowarstwowe kostiumy stworzyły mieszankę ekstremalną. Suknia Ann Lee była skonstruowana z kilku warstw grubych materiałów. Gorset mocno opinający klatkę piersiową, ciężka spódnica nasiąkająca wilgocią i sztywne elementy konstrukcyjne miały nadać sylwetce historyczną wiarygodność. Problem w tym, że ciało aktorki nie jest eksponatem muzealnym. - Amanda prawie się udusiła. Dosłownie. Gorset był tak ciasny, a scena tak intensywna fizycznie, że w pewnym momencie brakowało jej powietrza — wspomina Karpiuk.
    A jednak dokończyła scenę. Amanda Seyfried tańczyła do końca ujęcia, mimo wyczerpania i fizycznego dyskomfortu. Gdy kamera przestała kręcić, trzeba było ją szybko rozsznurować. Kostium ma służyć aktorowi, ale czasem aktor musi zmierzyć się z jego ograniczeniami. Najważniejsze, by wiedzieć, gdzie jest granica.
  • Zwierciadło Podcasty

    „Jeśli wychodzisz z kina myśląc tylko o zdjęciach, film nie zadziałał”. Will Rexer o operatorskiej pracy przy „Testamencie Ann Lee” | „Rzecz gustu”, odc. 7

    09/03/2026 | 15 mins.
    Są filmy, które się ogląda. I są takie, które się przeżywa – niemal fizycznie, jak sen, z którego trudno się obudzić. „Testament Ann Lee” w reżyserii Mony Fastvold należy do tej drugiej kategorii. Nominowany do Złotego Lwa na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji, już okrzyknięty jednym z najważniejszych filmów roku, wchodzi do polskich kin 13 marca. Zanim jednak zobaczymy na ekranie hipnotyzującą historię religijnej wizjonerki, liderki ruchu shakerów, warto zajrzeć za kulisy. O tym, jak buduje się filmowe obrazy balansujące między mistyką, cielesnością i malarską doskonałością, z Karoliną Liczbińską rozmawia operator filmu – Will Rexer. Spotkanie odbyło się podczas 33. edycji Camerimage. I była to rozmowa nie tylko o kinie, ale o snach, wierze i odpowiedzialności obrazu.
    Jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów tego roku trafia do polskich kin 13 marca. „Testament Ann Lee" Mony Fastvold – nominowany do Złotego Lwa w Wenecji, obsypany entuzjastycznymi recenzjami – opowiada historię Ann Lee, założycielki XVIII-wiecznego ruchu religijnego shakerów, w którą wciela się Amanda Seyfried w roli powszechnie uznawanej za szczytowe osiągnięcie jej kariery. Zanim film pojawi się na ekranach, zapraszamy za kulisy jego powstawania. Na 33. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Camerimage operator Will Rexer zdradza Karolinie Liczbińskiej, jak powstawał wyjątkowy wizualny język produkcji. Opowiada m.in. o tym, że o przyjęciu scenariusza decydują dla niego sny – i że po pierwszej lekturze „Ann Lee" śnił intensywnie o porodach i religijnej ikonografii. Zdradza też, jak głęboko twórcy zanurzyli się w malarstwie barokowym i dlaczego film – choć pełen scen tanecznych – to jego zdaniem coś zupełnie innego niż musical.
    Obrazy pulsujące napięciem
    Historia Ann Lee — duchowej przywódczyni religijnej wspólnoty shakerów — od początku domagała się języka wizualnego, który nie będzie tylko ilustracją epoki. Wiil Rexer wiedział, że to musi być obraz, który oddycha duchowością, ale nie wpada w estetyczną pocztówkę. Kamera miała być blisko skóry, potu i drżenia mięśni, a jednocześnie unosić się nad bohaterami jak spojrzenie kogoś, kto patrzy z innego wymiaru. - Niemal każda klatka w tym filmie oparta jest na obrazie - przyznaje operator.
    Nie chodzi jednak o proste cytaty z historii sztuki. To raczej wizualne „przefiltrowanie” emocji przez estetykę dawnych mistrzów.
    Twórcy „Testamentu Ann Lee” zanurzyli się w malarstwie barokowym tak głęboko, jakby przygotowywali wystawę w galerii sztuki, a nie filmowy plan. Inspiracje? Caravaggio i jego dramatyczne kontrasty światła i cienia. Georges de La Tour i intymność świecowego półmroku. Ciała wyłaniające się z mroku jak z innego świata. Światło nie jako technika, lecz jako metafizyka.
    Dlatego w filmie nie ma „ładnych” zdjęć. Są obrazy pulsujące napięciem. Twarze mokre od łez i potu. Skóra o fakturze płótna malarskiego. Naturalne światło wpadające przez okna jak znak z innego porządku. Operator unika jednak estetyzacji cierpienia. Nie interesuje go piękno samo w sobie. Interesuje go prawda emocji.
    - Jeśli widz wychodzi z kina i mówi: „Ale piękne zdjęcia”, to znaczy, że coś poszło nie tak. Obraz nie może być ozdobą. Ma działać podskórnie - mówi.
    Taniec jako doświadczenie graniczne
    W filmie pojawia się wiele scen tanecznych - intensywnych, zbiorowych, opartych na ruchu wspólnoty. Łatwo byłoby więc przykleić do filmu etykietę musicalu. Rexer stanowczo się temu sprzeciwia. Ruch shakerów był formą modlitwy. Ciało stawało się narzędziem duchowego uniesienia. Twórcy filmu pokazują taniec jako doświadczenie graniczne — bardziej przypominające rytuał niż choreografię sceniczną.
    Bo „Testament Ann Lee” nie jest filmem religijnym w tradycyjnym sensie. To opowieść o charyzmie, wspólnocie i niebezpiecznej sile idei. O tym, jak duchowość potrafi wyzwalać i zniewalać jednocześnie.
  • Zwierciadło Podcasty

    „Pary tańczące tango można spotkać na ulicy”. O końcu świata, który uzależnia | „Rzecz gustu”, odc. 6

    26/02/2026 | 37 mins.
    Chile i Argentyna nie są kierunkami budżetowymi. To podróżnicza liga mistrzów – wymagająca, kosztowna, czasem logistycznie absurdalna. Ale w szóstym odcinku podcastu „Rzecz gustu” Max Cegielski rozmawia z Mariuszem Lewickim z Logos Tour o miejscach, które redefiniują pojęcie krajobrazu: od najsuchszego miejsca na Ziemi po lodowiec, który… rośnie. To opowieść o końcu świata, gdzie naprawdę zaczyna się podróż. Sponsorem podcastu jest biuro turystyki ZNP Logos Tour, organizator wycieczek na siedem kontynentów.
    Chile: kraj wąski, ale długi jak marzenie
    „Chile jest to kraj wąski, ale bardzo długi, dlatego różnorodny” – mówi Mariusz Lewicki. I trudno o lepsze wprowadzenie. Na mapie wygląda jak przypadkowa kreska przyklejona do zachodniego wybrzeża Ameryki Południowej. W rzeczywistości to geograficzny rollercoaster.
    Na północy pustynia Atakama – najsuchsze miejsce na Ziemi, gdzie deszcz bywa wydarzeniem pokoleniowym. Na południu Patagonia, gdzie wiatr potrafi przewrócić dorosłego człowieka, a przestrzeń wydaje się nie mieć końca.
    To właśnie tu znajduje się Torres del Paine – park narodowy, który Lewicki bez wahania nazywa jednym z cudów Ameryki Południowej. Granitowe wieże, turkusowe jeziora, lodowce zsuwające się powoli w doliny. I co ważne: można go zobaczyć zarówno podczas wymagającego trekkingu, jak i… z okna autobusu.

    Wyspa Wielkanocna: izolacja totalna
    Jeśli jednak istnieje miejsce, które elektryzuje podróżników najbardziej, to jest nim Wyspa Wielkanocna.
    „To jedno z najbardziej odizolowanych miejsc na świecie” – podkreśla Lewicki. I rzeczywiście: do najbliższego zamieszkałego lądu są tysiące kilometrów. Ciepły, przyjemny klimat. Cisza. „Mamy wrażenie spokojnego końca świata”.
    Tu podróż przestaje być checklistą atrakcji, a zaczyna być doświadczeniem samotności w najbardziej spektakularnym wydaniu.

    Argentyna zaczyna się od lodu
    Po drugiej stronie Andów czeka Argentyna – kraj, który potrafi zaskoczyć nawet tych, którzy widzieli już wszystko. Jednym z jego największych fenomenów jest Perito Moreno.
    Dlaczego niezwykły? Bo w czasach, gdy większość lodowców się cofa, ten… rośnie. Jego czoło pęka z hukiem przypominającym wystrzał armatni, a ogromne bryły lodu wpadają do wody z siłą, której nie odda żadne nagranie.
    To spektakl natury, który odbywa się bez publiczności – chyba że przyjedziesz tu specjalnie.
    Ziemia Ognista i pingwiny
    Na samym dole mapy znajduje się Ziemia Ognista – legendarna kraina, która przez wieki była synonimem końca świata. Jej sercem jest Ushuaia, najdalej na południe położone miasto globu.
    Tu można zobaczyć pingwiny w ich naturalnym środowisku, patrząc na ocean, który prowadzi już tylko na Antarktydę.

    Buenos Aires: tango zamiast punktów orientacyjnych
    A potem nagle wszystko się zmienia. Z dzikiej przyrody trafiamy do Buenos Aires – miasta, które pulsuje energią.
    „Pary tańczące tango można spotkać na ulicy” – mówi Lewicki. I to nie jest metafora. Tango nie jest tu folklorem dla turystów, tylko językiem codzienności.
    Bo nie ma Argentyny bez tanga. Tak jak nie ma jej bez steków, czerwonego wina i późnych kolacji, które zaczynają się wtedy, gdy w Europie wszyscy już śpią.
    Chile i Argentyna są drogie – to prawda. Ale w tej części „Rzeczy gustu” Max Cegielski i Mariusz Lewicki przekonują, że są też bezkonkurencyjne. Bo kiedy stoisz między lodowcem a oceanem, na pustyni albo na końcu świata – cena przestaje być najważniejszym argumentem.
    Liczy się to, że naprawdę tam jesteś.
    Sponsorem podcastu jest biuro turystyki ZNP Logos Tour, organizator wycieczek na siedem kontynentów.
  • Zwierciadło Podcasty

    „Starym kluczem nie otworzysz nowych drzwi”. Dr Monika Czerska o stresie, złamanym sercu i mózgu, który potrzebuje zmiany | „Jak zdrowie”, odc. 13

    25/02/2026 | 1h 3 mins.
    – „Bardzo często słyszę od pacjentów: nie wiem, co mi jest, ale nie czuję się komfortowo w swoim ciele” – mówi dr n. med. Monika Czerska w najnowszym odcinku podcastu „Jak zdrowie”. I choć wyniki badań mieszczą się w normach, puls bije książkowo, a rezonans magnetyczny nie wykazuje żadnych uchwytnych zmian, coś wyraźnie przestaje się zgadzać. Coraz więcej osób doświadcza bowiem stanu, który trudno uchwycić w parametrach laboratoryjnych: permanentnego napięcia, zmęczenia, rozdrażnienia, poczucia życia „nie do końca w swoim ciele”. Rozmawiamy o tym, dlaczego medycyna przyszłości nie będzie już tylko zachodnia ani wschodnia, jak rozpoznać stres zapisany w tkankach i co zrobić, gdy dosłownie – a nie metaforycznie – pęka nam serce. Sponsorem podcastu z dr Moniką Czerską jest wydawnictwo Wielka Litera wydawca książki „Cztery Komnaty. Klucz do życia w równowadze"
    Przyzwyczailiśmy się myśleć o zdrowiu w liczbach. Ciśnienie tętnicze, poziom glukozy, CRP – jeśli mieszczą się w referencyjnych zakresach, uznajemy, że organizm funkcjonuje prawidłowo. Tymczasem – jak podkreśla neurolożka, dr n. med. Monika Czerska – istnieje ogromna przestrzeń pomiędzy kliniczną normą a realnym dobrostanem, której współczesna medycyna często nie obejmuje swoim językiem. – Możemy zbadać puls ilościowo, ale w medycynie chińskiej liczy się też jakość pulsu – tłumaczy.
    „Sami siebie oszukujemy, mówiąc, że jest okej”
    Ta jakościowa perspektywa zakłada, że ciało nie tylko reaguje na chorobę, ale także na emocje, napięcia i przeciążenia, które przez lata pozostają nierozpoznane. To dlatego – jak mówi lekarka – „sami siebie oszukujemy, mówiąc, że jest okej”, bo skoro wyniki nie wykazują odchyleń, trudno przyznać, że chroniczne zmęczenie, bezsenność czy napięciowe bóle karku są czymś więcej niż „gorszym dniem”.
    A przecież – jak zauważa – „czas przyspieszył, nie mamy czasu na bylejakość”. Także w trosce o zdrowie.
    Jednym z najbardziej wyrazistych przykładów przenikania emocji do fizjologii jest tzw. choroba złamanego serca. Nie jako metafora literacka, lecz jako jednostka chorobowa rozpoznawana m.in. w Japonii. – „W Japonii choroba złamanego serca funkcjonuje jako jednostka chorobowa. W medycynie chińskiej istnieje nawet punkt złamanych serc” – mówi dr Czerska.
    Silny stres emocjonalny może prowadzić do zaburzeń pracy mięśnia sercowego, zmian hormonalnych i reakcji zapalnych w organizmie. Innymi słowy: smutek, strata czy przewlekłe napięcie nie zatrzymują się na poziomie psychiki, lecz znajdują swój wyraz w biologii.
    Dlatego – jak podkreśla – moment kryzysu nie zawsze powinien być natychmiast „naprawiany”. – Czasem trzeba się rozsypać na kawałki, żeby to do kupy znowu zebrać. Czasami trzeba sobie popłakać i zrobić dzień przerwy życiowej - dodaje.
    W świecie, który premiuje odporność i produktywność, taka zgoda na zatrzymanie bywa pierwszym realnym krokiem w stronę regeneracji.
    Zdrowie ma więcej niż jedną komnatę
    Perspektywę tę dr Czerska rozwija w swojej książce „Cztery komnaty. Klucz do życia w równowadze”, proponując, by o zdrowiu myśleć nie jako o braku choroby, lecz jako o dynamicznej równowadze pomiędzy kilkoma obszarami życia. Organizm nie funkcjonuje bowiem w izolacji od emocji, relacji czy poczucia sensu – przeciwnie, to właśnie napięcia w tych sferach często poprzedzają fizyczne objawy choroby. Jeśli przez lata ignorujemy przeciążenie, konflikty czy wewnętrzne sprzeczności, ciało w końcu zaczyna mówić własnym językiem.
    – „Jeśli nie jesteś do czegoś przekonana, zwizualizuj” – zachęca lekarka, wskazując, że zmiana nawyków zdrowotnych zaczyna się często od zmiany sposobu myślenia o sobie i własnych potrzebach.
    Ciężar niewidzialnych emocji
    Szczególnie wyraźnie mechanizm ten widać u kobiet, które – jak zauważa dr Czerska – są socjalizowane do przeżywania i podtrzymywania określonych emocji. – My kobiety rozgaszczamy się w uczuciach: wstydu i poczucia winy. Pozwalamy sobie czuć, zamiast się w nich taplać - wyjaśnia ekspertka.

More Health & Wellness podcasts

About Zwierciadło Podcasty

„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu. Naszymi gośćmi są znani eksperci, badacze oraz ludzie zaangażowani w promocję aktualnej i sprawdzonej wiedzy ze wszystkich tych dziedzin.
Podcast website

Listen to Zwierciadło Podcasty, Happy Place and many other podcasts from around the world with the radio.net app

Get the free radio.net app

  • Stations and podcasts to bookmark
  • Stream via Wi-Fi or Bluetooth
  • Supports Carplay & Android Auto
  • Many other app features
Social
v8.7.2 | © 2007-2026 radio.de GmbH
Generated: 3/12/2026 - 4:45:51 AM