„Na depresję zapadają nie ci, którzy są słabi, ale ci, którzy zbyt długo byli silni” – mówi Robert Rutkowski w rozmowie z Beatą Biały. Psycholog i psychoterapeuta opowiada o męskości bez pozowania, o życiu, które zmieniły śmierć rodziców i narodziny syna, o kłamstwie, alkoholu, odpowiedzialności oraz odwadze zaczynania od nowa. Powstaje opowieść daleka od internetowych poradników dla „prawdziwych facetów”. Znacznie bliżej jej do szczerego rachunku sumienia i rozmowy o tym, dlaczego mężczyzna, zanim stanie się partnerem, ojcem czy liderem, musi najpierw stać się człowiekiem.
Debata o męskości od lat przypomina przeciąganie liny. Z jednej strony pojawiają się wezwania do powrotu „twardych facetów”, z drugiej – oczekiwanie, by mężczyzna wreszcie nauczył się mówić o emocjach. Robert Rutkowski proponuje zupełnie inną perspektywę. Nie szuka definicji w mediach społecznościowych ani w popkulturze. Szuka jej w relacjach.
Męskość nie rodzi się z siły
Jak sam podkreśla, męskość nie istnieje bez kobiecości, ponieważ dopiero spotkanie z drugim człowiekiem pozwala naprawdę zrozumieć siebie. W jego rozumieniu nie oznacza dominacji ani przewagi. Męskość jest odpowiedzialnością i opiekuńczością, gotowością do niesienia ciężaru za siebie i tych, których kochamy.
Rutkowski przyznaje również, że dojrzewanie mężczyzny przebiega inaczej niż dojrzewanie kobiety. Zauważa, że kobieta raczej od razu wie, czego chce, a mężczyzna musi to odkryć, często popełniając wiele błędów i płacąc za nie wysoką cenę.
Życie hedonisty kończy się tam
Rozmowa z Beatą Biały ma również bardzo osobisty wymiar. Rutkowski nie buduje wizerunku człowieka, który od zawsze wiedział, jak żyć. Wręcz przeciwnie – otwarcie mówi o własnych doświadczeniach.
Przyznaje, że „żyłem siłą rozpędu, życiem hedonisty i utracjusza, który wchodził w różne związki z kobietami i mężczyznami”, a droga do obecnego życia prowadziła przez chaos, błędne decyzje i bolesne konsekwencje.
Jednocześnie zaznacza, że już przed trzydziestką odkrył jedną z najważniejszych życiowych prawd – wiedział, czego nie chce. Paradoksalnie właśnie odrzucenie dawnych schematów stało się początkiem świadomego budowania własnego życia.
Rutkowski nie ukrywa również własnych słabości. „Nie jestem człowiekiem bez grzechu, mam dużo do przepracowania” – mówi, przypominając, że rozwój nie polega na osiągnięciu doskonałości, lecz na gotowości do ciągłego przyglądania się sobie.
Drugie życie zaczyna się przy krawędzi
Najmocniejsze fragmenty rozmowy dotyczą śmierci. Psychoterapeuta opowiada o momencie, w którym człowiek nagle uświadamia sobie własną skończoność. Jak mówi, u niektórych mężczyzn pojawia się olśnienie, że mamy tylko dwa życia i pytanie, kiedy zaczyna się to drugie. Drugie zaczyna się wtedy, gdy uświadamiamy sobie, że mamy tylko jedno. Najczęściej dzieje się to dopiero wtedy, gdy zbliżamy się do krawędzi, gdzie jest ciemność i otchłań. W jego przypadku takim doświadczeniem była śmierć rodziców.
Dopiero po odejściu ojca i matki zrozumiał, jak złudne bywają słowa wypowiadane przez terapeutów czy bliskich. Wspomina, że wcześniej mówił pacjentom: „wiem, co czujesz”, choć dzisiaj wie, że bez własnego doświadczenia straty pozostaje to jedynie wyobrażeniem. Prawdziwa empatia nie rodzi się z wiedzy, lecz z przeżycia.
Historia jego rodziców również mogłaby stać się scenariuszem filmu. Kilkakrotnie się rozwodzili, wracali do siebie i ponownie zawierali małżeństwo, ostatni raz zaledwie kilka miesięcy przed śmiercią ojca. Po jego odejściu matka powiedziała zdanie, które zostało z nim na zawsze: „Pamiętaj, śmierć może dawać owoce.”
Dzisiaj właśnie przez ten pryzmat patrzy na czas. Powtarza, że wszystko możemy kupić poza czasem, a najmocniej uświadomiły mu to dwa wydarzenia – śmierć ojca i narodziny drugiego syna.
Dom zaczyna się od stołu
Rutkowski od lat pracuje z ludźmi przeżywającymi kryzysy. Jedno z pierwszych pytań, jakie zadaje swoim klientom, wielu osobom wydaje się zaskakujące.