Wiele osób funkcjonuje dziś w trybie stałej korekty siebie. Zmieniamy diety, strategie relacyjne, sposoby pracy, schematy myślenia. Przechodzimy z jednej metody w kolejną, z jednego „lepszego rozwiązania” w następne. Często nie dlatego, że coś wyraźnie nie działa, ale dlatego, że pojawia się trudne do nazwania poczucie: to jeszcze nie jest to.
Z perspektywy psychologii to nie jest wyłącznie kwestia ambicji ani samodoskonalenia. To efekt kultury, która bardzo skutecznie przeniosła odpowiedzialność za dobrostan na jednostkę, a jednocześnie pozbawiła ją realnych punktów zatrzymania. W takim systemie brak poprawy zaczyna być interpretowany nie jako naturalna cecha życia, lecz jako osobiste zaniedbanie.
„Praca nad sobą” przestaje być narzędziem zmiany, a zaczyna pełnić funkcję regulacji poczucia winy i lęku. Daje chwilowe poczucie kontroli: skoro coś robię, to znaczy, że nie zawodzę. Skoro się rozwijam, to znaczy, że idę w dobrą stronę. Problem w tym, że ta ulga jest krótkotrwała i szybko ustępuje miejsca kolejnemu poczuciu niewystarczalności.
W praktyce wiele decyzji, które podejmujemy — o kolejnej terapii, kolejnym kursie, kolejnym sposobie życia — nie wynika z realnej potrzeby zmiany, lecz z trudności w zniesieniu tego, co aktualne. Zamiast pytać: czego doświadczam?, pytamy: co jeszcze mogę poprawić?
W najnowszym odcinku podcastu przyglądam się temu mechanizmowi od strony psychologii, neurobiologii i kultury:
– dlaczego nieustanna praca nad sobą stała się normą,
– jak wiąże się z poczuciem winy i lękiem,
– i w którym momencie przestaje służyć zmianie, a zaczyna podtrzymywać napięcie.
🎧 Odcinek dostępny na platformach podcastowych.